Komentarze są wyłączone dla tego posta

Metafora facylitacji w czerwcowy poranek

Mamy czerwiec, czyli w przyrodzie jest gwarno i bardzo dużo się dzieje. Wreszcie pojawiły się pracowite pszczoły, wygłodniałe komary atakują nawet starego psa, a żaby i ropuchy szukają ‘intymności’ okrutnie hałasując wieczorami. A do tego ptaki, których gniazda można nagle odkryć w przycinanych gałązkach tui albo znaleźć nad drzwiami letniego domku.
Kwiaty nareszcie rozpełzają się w wielu kolorach, za chwilę pokażą swoje zaklęte cuda róże, które uwielbiam mimo ich bezwzględnych kolców, zadających ból.
Obserwując to w piękny, czerwcowy poranek, pomyślałam, że metafora pielęgnacji róży do pracy facylitatora ma wiele sensu.
Róża, królowa kwiatów, jak już rozkwitnie i da z siebie wszystko to po prostu zachwyca, chociaż zanim to nastąpi trzeba w pielęgnację róży (przygotowanie sesji) włożyć bardzo dużo serca, wyczucia i wysiłku. Kolce  przeszkadzają przy jej przycinaniu, a wspaniały kwiat może niespodziewanie opaść, bo dorwało go stado mszyc albo zbyt intensywnie padające deszcze dają zielone światło grzybom, które zagnieżdżając się w liściach powodują, że róża marnieje i je traci. Najlepiej bardzo uważnie obserwować różę i jej wygląd, codziennie zastanawiając się, czego potrzebuje. Jeśli jest wszystko w porządku to rano zaskoczy nas pachnący, świeżo rozwinięty kwiat.
A facylitacja?  Dużo wysiłku przy pisaniu procesu pozwala nam zaufać procesowi, ale to nie oznacza, że w czasie prowadzenia sesji już możemy tylko ‘podziwiać kwiaty’. To jest właśnie moment na uważną obserwację i wprowadzanie takich nowych technik do pracy grupy, które pomogą wyeliminować potencjalne zagrożenia w komunikacji i współpracy uczestników sesji lub pozwolą ukrytym pomysłom rozkwitnąć.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.